Sąsiad alkoholik

Przy artykule o kupnie mieszkania wspominałam o tym, by sprawdzić czy nie ma jakiś nieciekawych sąsiadów i meneli w okolicy miejsca, gdzie kupujemy dom. I ich nie było. W okolicy jest niejaki Edek, ogólnie spoko facet, za niewielką opłatą (lub 2 puszkami piwa) zniesie Ci szafę, pomoże itp. Nie jest uciążliwy, mimo że mieszka w domu obok. Zawsze powie dzień dobry.

Okazało się, że po kilku latach nie picia, nasz najbliższy sąsiad wrócił do jakże haniebnego nałogu. Nie będę opisywać powodów dla których pije, bo są tak absurdalne, że mi ciężko zrozumieć jak można się czymś takim tłumaczyć. Tragedia po prostu.

Na co dzień jest mega sympatyczny, uczynny i miły. Ma niesamowicie wspaniałą żonę i dzieci. Nie można się uskarżać – sąsiad marzenie.

Ale gdy zaczyna, żona zabiera mu pieniądze (bardzo silna duchowo kobieta!) by nie miał za co pić. Co wtedy robi? Oczywiście nachodzi wszystkich w okolicy. Niestety, wie, że ja jestem zawsze w domu i zaczął nachodzić i mnie. Dobijanie się o 6 rano do drzwi nie jest niczym miłym. Na szczęście, zwykle wtedy był w domu Sebastian (przyjaciel, który mieszka z nami bym nie była sama non stop) i go pozbywał się.

Jak kolejny raz zaczął nas nachodzić, Dominik od ojca dowiedział się, że jest taki sposób. Kupuje się najgorsze piwo jakie jest w sklepie (poproście sprzedawcę w monopolowym), ciepłe, może być zleżałe, po terminie. Ma być najgorsze z najgorszych. I pił je u nas ponad 2 godziny. Wtedy też rozmawialiśmy i bzdury opowiadał. Po 2 dniach już nie pił, dał się przekonać do leków.

Poprzedni właściciele przyjechali po pocztę i rozmawiałam z nimi. Okazało się, że ojciec Kasi (poprzednia właścicielka) był alkoholikiem, opowiadała jaki to horror. Kiedy sąsiad pił i nachodził ich, nie otwierała mu drzwi. Wiedziała co mówi. Jej mąż mówił, że jak raz go wpuścisz, to będzie stale przychodził. Nie otwierać, nie rozmawiać. Kasia nie życzyła sobie by jej dzieci widziały takie sceny. Raz jak krzyczał, że potrzebuje pomocy otworzyła drzwi, uzbrojona w patelnię – myślała, że coś się stało. Pomoc okazała się dość banalna, miała pójść do sklepu i zafundować mu piwo. Oczywiście, grożąc patelnią zamknęła drzwi.

Poczułam się podbudowana. Dobra, na zaś będę wiedziała co robić.

Minęło pół roku. Znów było dobijanie się rano do drzwi, ale jakoś nikomu nie chciało się wstać i zanim Sebastian się zwlókł – nikogo za drzwiami nie było. Tego dnia wieczorem policja zabrała sąsiada. Potem Sebastian widział go jeszcze z całą torbą czarnego Piasta. Parę godzin później byłam w domu sama. Znów dobijanie się, krzyczenie. Zanim wyszłam z pracowni i przeszłam przez połowę holu, usłyszałam przekleństwa i wyzwiska – dlaczego nie otwieram. Wtedy już wiedziałam, że nie otworzę. Dowiedziałam się jaką jestem podłą osobą i jak bardzo nie mam serca, że zabije nam psy bo ujadają na klatce (nie mamy psów, tylko jednego kota, więc nie wiem co mam o tym myśleć), że nie wrócę ze sklepu itp. Dowiedziałam się, że poprzedni właściciele mu pomagali (akurat!) i że nas zabije i oni wrócą (akurat!). W końcu sobie poszedł. Oczywiście, zadzwoniłam do Dominika i powiedziałam mu co się dzieje. Tego dnia przypadkiem wracał z delegacji, bo miał mieć długi weekend. Sąsiad nachodził nas, Dominik już się na niego darł. Jak się dobijał – nie otwieraliśmy. Wieczorem, jak Sebastian wracał z pracy, znalazł go leżącego między jego, a naszymi drzwiami. Znów zaczął mnie lżyć (nie Sebastiana wyzywającego go od śmieci i moczymord), do tego stopnia, że zadzwoniłam po policję. W mojej obronie stanął Sebastian, otworzył drzwi i wg się na niego wydarł, do tego stopnia że do domu zabrała go żona. Doceniam gest. Ale uważam, że nie powinno takich ludzi, nie kontrolujących siebie spychać do granicy, prowokować.

Jak alkohol może tak uroczego człowieka do takiego stanu doprowadzić? Okropne. Nie mogę tego zrozumieć. Jego rodzina ma już założoną niebieską kartę, córka kiedyś rok w szpitalu w depresji i anoreksji spędziła przez niego. Syn zamyka się w pokoju bo się boi. Zabił im królika (padł na serce, bo w całym domu powłączał na maksimum wszystkie radia i głośniki). Nie wiem jak można tak żyć, do takiego stanu się doprowadzić. Jak można nie pomyśleć, że kiedyś syn będzie się wstydził i dziewczyny mu nie przedstawi. Naprawdę nie jestem w stanie tego zrozumieć. Uznał mnie za wroga nr 1 mimo, że się do niego nie odzywam, udaję, że mnie w domu nie ma. Przyznam się, że boję się wyjść na klatkę czy do sklepu.

Jednak nie poddam się terrorowi, nie będę chodzić obcemu facetowi po piwo. Z jakiej racji? Dominikowi bym nie poszła, a jemu mam? Uważam, że sam pomysł jest mi uwłaczający! Ja jestem zdenerwowana i w stresie. Nie mogę sobie wyobrazić co czuje jego rodzina! Co oni by czuli, jakbym dla świętego spokoju chodziła mu po piwo? Ale wiem, że nie mogę mu otworzyć drzwi – siedziałby mi na głowie cały dzień. Nie mam na to czasu, sił i nerwów. Nie wiem jak oni sobie z tym radzą.

Dla mnie to nowość. W moim rodzinnym domu się nie piło. U Dominika się zdarzało, ale to była bardziej „kultura” picia ze znajomymi, imieniny itp. Sebastian z kolei potrafi i wypić 5 piw dziennie, ale się nie upija. Uwielbia różne smaki, testuje. To tak bardziej jak koneser. Nigdy nie widziałam go podpitego po piwie.

A jak wy radzicie sobie z podobnymi problemami?

Tagi: , , , ,




Góra ↑
  • Instagram

  • Bloglovin’

    Follow
  • Facebook

  • Polecam!

  • Czas wolny